Ileż to piany zostało ubitej przy okazji uchwały rosyjskiej Dumy w sprawie Katynia. Jak zwykle, kiedy mocarstwo, którego wojska opuściły terytorium naszego kraju siedemnaście lat temu, odnosi się do Polski, powstaje u nas jakaś niespotykana wrzawa, zakrywająca sedno sprawy. W tym przypadku pojawiają się, wypowiadane z przejęciem przez różne gadające głowy, słowa klucze: ,,pojednanie’’, ,,przełom’’, ,,normalizacja stosunków’’.
Mimo, iż uchwała nie ma żadnej mocy prawnej, izba niższa rosyjskiego parlamentu już na jej wstępie stwierdza ,,Siedemdziesiąt lat temu rozstrzelano tysiące polskich obywateli, którzy byli przetrzymywani w łagrach dla jeńców wojennych (podkreślenie - wojt) NKWD ZSRR, a także w więzieniach zachodnich obwodów Ukraińskiej SRR i Białoruskiej SRR.’’ Z tego zdania jasno wynika, że ofiarom odmawia się statusu jeńców wojennych. Jest to logiczną konsekwencją rosyjskiej polityki historycznej (kontynuującą sowiecką wizję dziejów), zgodnie z którą wojna dla ZSRR rozpoczęła się 22 czerwca 1941 r. Co za tym idzie, nadal negowana jest agresja Związku Sowieckiego na Polskę 17 września.
,,Przełomowa’’ uchwała kontrastuje z reakcją rządu rosyjskiego na skargę strasbourską w sprawie Katynia, która wyraża oficjalne stanowisko rosyjskiego państwa na zbrodnię na polskich oficerach sprzed 70 lat.
Wojt

